102 urodzinyWładysława Porcz z Rodak obchodziła 102 urodziny!

Życzenia jubilatce złożyli z tej okazji przedstawiciele samorządu Gminy Klucze: wójt Norbert Bień i Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Barbara Kocjan. Pani Władysława przyjmowała życzenia w gronie rodzinnym. Jej dom jest domem wielopokoleniowym, więc zawsze może liczyć na wsparcie najbliższych.

Wśród osób, które odwiedziły jubilatkę z okazji urodzin, była również Halina Ładoń, radna Gminy Klucze, mieszkanka Rodak. W 2004 roku spisała ona wspomnienia Pani Władysławy Porcz, które ukazały się w publikacji o historii Rodak, zatytułowanej "Wspomnienia naszych babć i dziadków".

102 urodziny

Władysława Porcz ur. 16 kwietnia 1916r.
wspomnienia spisała: Halina Ładoń

Wywiad z Władysławą Porcz spisałam w 2004 r. Była wówczas bardzo sprawna, miała niesamowitą pamięć. Wierszyk, który zamieszczam, pani Władysława powiedziała z pamięci, a przecież ten wierszyk powtarzały Polki swoim dzieciom podczas pobytu na emigracji w Belgii w latach 1938-1947.
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         Jej smutne dzieciństwo i młodość
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          Kiedy w 1928 r. spaliła się wieś Rodaki, spalił się także nasz stary rodzinny dom. Wtedy budowano domy jeden obok drugiego, często na placu stały nawet trzy domy. Podczas pożaru wszystkie spłonęły. Były to domy drewniane, kryte słomą, nie było w nich również podłogi, tylko klepisko z gliny. Zrozpaczony ojciec kupił skromny drewniany domek na obecnej ulicy Bagiennej. Po parcelacji Rodak, kiedy były dostępne nowe grunty pod budowę, ojciec wziął pożyczkę w Kasie Komunalnej w Olkuszu, kupił plac i rozpoczął budowę domu. W 1930 r. zamieszkaliśmy już w nowym domu. Radość nie trwała długo. W tym samym roku piorun uderzył w komin i wyleciał przez piec kuchenny. Zabił moją matkę i brata, poraził też Antoniego Majewskiego, ale ten przeżył. Wszystkich zakopano natychmiast do ziemi, bo taka była opinia, że ziemia wyciągnie energię pioruna i będzie dobrze. Kiedy po jakimś czasie przyjechał lekarz, stwierdził zgon matki i brata, natomiast Majewski przeżył.

Zostało nas z ojcem pięcioro dzieci, żyliśmy w strasznej biedzie. Ojciec nie pracował, sprzedawał wszystko co się dało, bo trzeba było zapłacić podatki, zostawały tylko ziemniaki, mleko, żur, nieraz była też prażona kasza. Chleba nie piekliśmy, bo konie zjadły zboże. Ale mimo niedostatku wszyscy byliśmy zdrowi. Ojciec hodował 2 krowy i cielęta. Cielęta sprzedawał i spłacał pożyczkę.

Czas emigracji

Za mąż wyszłam, gdy miałam 19 lat. Mąż mój Antoni wyjechał w poszukiwaniu pracy do Francji. Pracował tam ciężko w kopalni. Wrócił po sześciu latach, bo z Francji wydalano wtedy cudzoziemców. W 1937 r. Belgia znów przyjmowała cudzoziemców do pracy. Przyszło takie ogłoszenie, że kto chce, może tam wyjechać.  Z Rodak pojechało wówczas 8 rodzin, ja też zdecydowałam się na wyjazd. Oprócz nas pojechali z rodzinami: Władysław Stajno, Jan Nowak, Franciszek Leśniak,  Antoni Załoga, Piotr Porcz, Władysław Porcz i Władysław Mrówka. Jechaliśmy specjalnym pociągiem z Zawiercia, na miejscu byliśmy w ciągu dwóch dni. Zawiodło nas tam pragnienie znalezienia pracy, kawałka chleba oraz godziwego życia. Warunki mieszkaniowe były bardzo skromne, nie mieliśmy żadnych wygód, ale ponieważ mężowie dobrze zarabiali, można powiedzieć, że nie było źle, stać nas było na wszystko. Mężczyźni pracowali w kopalni, kobiety wychowywały dzieci, zaprowadzały je do szkoły i przedszkola.

Wybuch wojny sparaliżował nasze życie, Belgia miała zapasy żywności zaledwie na trzy miesiące, wprowadzono więc kartki na żywność. Zmuszeni byliśmy jeździć po żywność do Holandii i Luksemburga. Był to dla nas bardzo ciężki czas. W Belgii byłam z rodziną 10 lat, tam urodziła się moja córka Kazimiera w 1942 r. Starszy syn Robert chodził do szkoły w Belgii w mieście Liege. Okres wojny był trudny do przeżycia, chociaż Polacy byli dla siebie serdeczni i mogliśmy wspólnie ubolewać nad swoim losem. Spotykaliśmy się przy różnych okazjach, spędzaliśmy też razem święta. Kobiety uczyły swoje dzieci wierszy polskich poetów, niektóre pozostały w mojej pamięci, np. wiersz pt. “Moje kwiaty” Marii Konopnickiej:

Moje kwiaty na okienku, radość moja, to skarb mój
To okienko ubożuchne, to i zagon ziemi mój.
Gdzieś tam moje wielkie pola, łany, niwy łąki szmat,
A ja cieszę się w okienku, gdy zakwitnie jeden kwiat
Co dzień z  kurzu je obmywam, co dzień skrapiam ziemię znów
I przy kwiatach u okienka, snuję przędzę cichych snów.
 Może kiedyś, kiedyś może, będę miała ogród swój,
 W tym ogródku domek mały, jasny własny, cichy, mój.
Może kiedyś w tym ogródku mama spocznie w cieniu drzew
I rozlegać się tam będzie  lubych ptasząt miły śpiew.

Wróciliśmy do Polski po 10 latach w 1947 r. Powrót był utrudniony, jechaliśmy około 10 dni, bo po wojnie nie została jeszcze odbudowana kolej i mosty, jechaliśmy więc okrężnymi drogami. Po powrocie wprowadziliśmy się do rodzinnego domu i pracowaliśmy na morgach ojca. Mąż znalazł po jakimś czasie pracę w fabryce. Po kilku latach nasi mężowie zaczęli chorować i umierać. Praca w belgijskich kopalniach była ciężka, musieli pracować na kolanach, często też w pozycji leżącej na niskich pokładach, bez wentylacji. Nabyli się pylicy, byli po prostu wycieńczeni. Jeszcze dziś nie da się mówić o tym bez wzruszenia.

Pani Władysława była członkinią KGW od początku istnienia organizacji czyli od 1957 r. przez wiele lat.  Czas zmieniał jednak  zainteresowania, po latach obowiązki  i stan zdrowia nie pozwoliły na angażowanie się w działalność. W roku 2016 pani Władysława obchodziła 100 rocznicę urodzin. Byli na spotkaniu w jej domu przedstawiciele gminy Klucze, otrzymała dyplomy i upominki. Miała też piękną uroczystość w gronie rodziny zorganizowaną w miejscowej świetlicy.

Minęły dwa lata od 100 – urodzin i trochę się zmieniło. Ale nie jest źle. Pani Władysława nie jest osobą leżącą, przy pomocy córki Kazimiery spaceruje po domu, lubi smaczne jedzenie, pamięć ją trochę zawodzi, gorzej jest ze słuchem. Mimo to lubi spędzać czas przy telewizorze, siedzi w fotelu, ogląda filmy lub programy przyrodnicze.

Życzymy jej dużo zdrowia!

informację przygotowała: Halina Ładoń